W przypływie odwagi postanowiłem odwiedzić młodszego szkodnika w Kopenhadze. By zminimalizować drogę autostradami a co za tym idzie prawdopodobieństwo jakiś losowych przypadków wybrałem trasę do Świnoujścia a potem do Ystad i Kopenhagi. I co? I oczywiście dupa. Rano w Świnoujściu wyjeżdżając z hotelu musiałem nachetłać z 30sek rozrusznikiem by samochód zapalił. To samo na promie w Ystad. Kluska zimna pali za 3 4 razem jak się trochę pokręci. Jak zapali to jest ok tak na benie jak na lpg. Reasumując jeszcze tydzień temu paliła z dotyku. Od dwu dni na zimnym trzeba kotłować....Nie miałem wcześniej czegoś takiego. Jutro zczytam błędy i opiszę...a na razie szlag mnie trafia bo jestem bezsilny w tej Kopenhadze jak murzyn na pikniku KKK..

-----------------


do tej pory nikt nie umie tego wytłumaczyc