Witam.
Tak jakoś wyszło rano że dałem za bardzo w gaz przy ruszaniu, zamielało kołami na mokrym szarpnęło i pojechało ale przy pierwszym zatrzymaniu silnik zgasł (corolka e9 1.3 gażnik 1990) No i od tego czasu gaśnie przy każdej okazji bo nie potrafi utrzymać wolnych obrotów a jeżeli je już utrzymuje to bardzo nierównomierne.
Zauważyłem że jak tylko pokręcę aparatem zapłonowym to na chwilę się uspokaja lecz po pierwszym dodaniu gazu znowu się dusi i gaśnie. Odkręciłem więc kopułkę rozdzielacza. Palec rozdzielacza można śmiało nazwać skorodowanym a ze styków odpadło po około 1,5 mm nagaru. Trochę to poczyściłem i założyłem. Pali normalnie i jak narazie nie gaśnie lecz obroty jałowe są tak nierównomierne że aż całym autem trzęsie.
Jutro jadę szukać nowej kopułki - tylko czy to pomoże bo przecież wszystko zaczęło się od solidnego zrywu a to co w kopułce odkryłem jakby przy okazji.
Domysły są różne - że nawet pasek rozrządu przeskoczył o dwa ząbki choć jak sprawdziłem, pasek jest super napięty i wygląda na nietknięty więc raczej to odpada.
Myślałem też o świecach i przewodach wn ale wymieniałem je rok temu i po sprawdzeniu wszysko gra.
Czy ktoś się orientuje co to naprawdę może być??
Pozdrawiam
orionisko

A co do paska, to odkręć obudowę i sprawdź czy znaki się odpowiednio pokrywają.