. Glowy nam polecialy na zagłówki, zapalniczka wyleciała na podłogę, ale straty wydają sie nie za duże. Wydaje się, że tylko zderzak: rozszczelnił się na zaczepach, ciut zarysowany, troche telepie, a na dolnej listwie wgięcia w kształcie tablicy rejestracyjnej "napastnika". Mam wypełnione i podpisane wspólne oświadczenie. Yarek jest 1,5 roczny na gwarancji, dobija 30 tysięcy km. Sprawca chce się dogadywac.
Jesli wyleciała zapalniczka, to może jednak bylo mocne walnięcie. Boli troche głowa i szyja, ale to może nerwy
. Poradźcie co mam robić. Nie mam z tym doświadczenia, na szczęście.
[ wiadomość edytowana przez: Tojotka dnia 2005-08-18 22:25:18 ]

Oby tak nie było

Yarek stal w odległości ca 50-60m. Zażądałam aby poszła obejrzeć, ale cena się nie zmieniła. Pewnie zrobią to samo co tamten warsztat, ale dadzą "lepszy" kwit. W końcu zgłosiłam szkodę w PZU sprawcy. Wycena na środę. Z lekarza zrezygnowałam, bo dziś już się całkiem dobrze czuję
i nadal nie zagladała do bagaznika. Dotychczas jedynie pan na Bokserskiej ze zwyklego warsztatu blacharskiego zaglądał do bagażnika i wycenil całość (wyklepanie częsci metalowej i polakierowanie calości) na 400. No tak, ale co z 12-letnią gwarancją., musi być ASO to bedzie. Niech się z PZU sami wożą. Dzięki za wsparcie