Jadę sobie patrzę a jakiś typ kopci za mną nie miłosiernie, pełno białego dymu.
I tu refleksja ten dym zmienia pas wraz ze mną , co widze dym snuje się za mną i wygląda jak "welon" za strąconym samolotem. Mała paniczka.
Przejechałem z 500 metrów, co robić hamulec na środku trzypasmówki, nie; uciekać nie, zatrzymałem się na przystanku autobusowym. I po pierwsze gaśnica, uf działa. Podnosze maskę silnika a tu ogienek sobie hasa lekko przydymiony - no to go pianką z gasnicy i po robocie .
To tyle akcji. Głowiłem się sam co się stało bo widziałem olej na asfalcie, wezwałem pomoc, odholowali mnie do warsztatu.
Tam na drugi dzień diagnoza:
po primo - moja corolka ma chłodnicę oleju
po secundo - gumowy wężyk który prowadzi do tej chłodnicy był za słabo ściśniety metalową taśmą i pod wpływem ciśnienia spadł
po tretio - olej wylewał się z silnika na kolektor wydechowy , pod wpływem temperatury zapalił się
po quatro - chłodnica oleju według mechanika tak naprawdę nie jest mi potrzebna (mojej corolce) chyba że będę brał udział w jakiś ekstremalnych rajdach
Oby się nikomu nie przytrafiło uff



W poczciwym i leciwym nieco 3S-FE też jest ten patent