A mianowicie jakby to okreslic jechalem z rodzącą szwagierką o 3 w nocy do szpitala (do szp. Kopernika), mialem jakies niespelna 20km do przejechania.
W sumie po 3 rano wyjechalem po owa szczesliwą juz mame a mam na dojazd do jej domu ok. 5km.
Jazda praktycznie miedzy 110-120km/h, praktycznie na trojce i 4 biegu i caly czas dlugie.
Ciekawe jak zareagowali by mundurowi na widok pedzacej rolki lokalnymi drogami z ta predkoscia na dlugich, pewnie by sie nie wyzbierali
No i po zaladowaniu szwagra i szwagierki ruszylem do krakowa....
Juz przed Krakowem hamulce mialy zdolnosc hamowania jakies 20% na oko.
Mam orginalne tarcze lekko toczone i nowe klocki kashyamy ale wiem jedno do szybkiej jazdy te klocki nie nadaja sie wogole.
Jak na zlosc zlapaly mnie z 4 czy 5 swiatel czerwonych na ktorych musialem wychamowywac do ok. 60-70km/h a poznij praktycznie odcinka
W sumie zlamalem wszystkie mozliwe przepisy lacznie z podwojnym a niekiedy potroojnym przekroczeniem predkosci, oczywiscie wszystko ze zdrowym rozsadkiem.
Kiedy dojechalismy na miejsce z koł unosil sie straszny smrod i swad spalenizny ale szybklo minol.
Wiem jedno do akiej extremalnej jazdy klocki kashyamy i seryjne tarcze nie nadaja sie wogole.
Po niespelna 10km jazdy hamowanie bylo momentami na zasadzie ja mu noga w ziemie a łon dalej jedzie.
Praktycznie nie schodzilem ponizej 4500obr.
Adrenalinka jest pierwszorzedna a przezycia trudne do opisania.
Szwagierka urodzila godz. po naszym przyjezdzie a juz myslalem ze nastapi to w aucie a ja przeistocze sie w akuszerke
Teraz czekam na zdjecia , wydruki z kamer drogowych

Nie dziwie się