oprawca_1978 Polonez Warszawa | Nie polecam - zarówno części rzemieślniczych, jak i wykonywania usług w tzw. "warsztatach".
Gdy wymieniałem w zawieszeniu dolne przeguby kulowe (na swoje nieszczęście w "warsztacie", a na szczęście moje - po raz pierwszy i ostatni mój samochód odwiedzał taki przybytek), to "fachowiec" wstawił mi rzemieślnicze, choć przyniósł je w oryginalnych pudełkach od Delphi (widać, gad miał już ten chwyt opanowany).
Pomijam sam fak techniki wymiany - stare sworznie zostały może i dobrze usunięte (śninanie nitów meslem), ale wyciągnie czopa przegubu z gniazda zwrotnicy - to już była profanacja, pan "zenek" walił w zwrotnicę wielkim młotem, zamiast poczynić to za pośrednictwem ściągacza śrugowego lub (jak ja to zastosowałem, sam wymieniając potem za pół roku przeguby górne - poprzez użycie łomu jako klina, wbijając go nie za mocno nawet pomiędzy górny korpus zwrotnicy a dolną powierzchnię wachacza górnego).
"Fachowiec", dokręcając sworzenie urwał śrubę w jednym z nich i nie raczył mnie nawet o tym powiadomić, przez co jeździłem pół roku ze sworzniem na dwóch zamiast trzech śrub. Co by się stało, gdyby dwie pozostałe popuściły - nie trudno byłoby przewidzieć, na pewno wypadek znalazłby się w gazetach i kurierze lokalnym.
Był to mój pierwszy i ostatni błąd z tego rodzaju. Dalej z samochodem dawałem sobie radę już całkowicie sam.
Największy defekt, jaki mnie spotkał - to padnięcie uszczelki pod głowicą w silniku, a w zasadzie nie samej uszczelki - co rozszczelnienie się tego połączenia, i to z racji czasu i przebiegu silnika (102 kkm miał wtedy) a nie przegrzania czy przeciążenia.
Naprawiłem to sam, oczywiście już, używając dobrego zamiennika uszczelki, firmy FAI (dałem za nią 160 PLN w hurtowni na Łopuszańskiej w Wawie, przepłaciłem nieco, ale nic).
Naprawiłem to całkowicie sam, pod domem, na chodniku, łacznie z ściąganiem głowicy, ręcznym jej docieraniu w domu, zakładaniu nowych tulejek w blok silnika, i odkręcaniu i dokręcaniu głowicy, które to zresztą przeprowadziłem po swojemu, nie patrząc na wg mnie, całkiem dziwne i wręcz szkodliwe zalecenia producenta silników - firmy Rover (tzw. instrukcje "RAVE).
Potem padł mi alternator - słynne przebicie diod w prostowniku (szajs Magneti - Marelli). Naprawiłem sam, znowu, oczywiście, prostownik 40 PLN , regulator 45 PLN w hurtowni na ul. Prymasa Tysiąclecia w Wawie. Reg stary niby był dobry, ale wymieniłem, 45 PLN na 10 lat nie zbędzie.
Potem padła mi cienka membrana w parowniku (Tomasetto AT). Wymieniłem, oczywiście, sam, zestaw naprawczy dość dobrej jakości dałem 56 PLN na Allegro. Naprawa trwała godzinkę.
Z ciekawości pojechałem do "macierzystej" gazowni, gdzie ją zakładałem, zaproponowano mi 360 PLN (!!!) za jak to określono "regenerację parownika". Nadmieniam, że taki nowy, z gwarancją i pocałowaniem w rękę kosztuje na Allegro do 180 PLN.
Oczywiście, po wypowiedzeniu stosownych zdań, co o tym myślę, jak i o "fachowcach" w tym "zakładzie" wycofałem Poloneza i naprawiłem to sam.
Tak patrząc na przestrzeni 4 lat użytkowania mego pojazdu (12 letni Polonez 1.4 MPI, przez ten okres zrobiłem mu już 73 kkm, czy to mało, czy dużo, każdemu już zostawiam do osobistej oceny), na "naprawach" w "warsztatach" zaoszczędziłem, jakby nie patrzeć co najmniej 1000 - 1500 PLN, co jest teraz, w zasadzie, równowartością mego uroczego pojazdu, o którego sprawność dbam całkowicie osobiście - i doskonale na tym wychodzę, zarówno pod względem sprawności naprawy jak i kosztów zabawy z likwidowaniem defektów.
Taką też metodę polecam wszystkim, zwłaszcza - właścicielom samochodów starszych i pogardzanych - czyli w większości - Polonezów. |