W piatek odpaliłem samochód jak nigdy zawracałem i tak za szybko posciłem sprzegło i mi sgasł... i koniec kaplica kontrolki ledwo sie swiecą a silnik ani rusz.
Pierwsza teza padł akumulator, ale podładowałem go i odpalił pojezdziłem po miescie i w drodze powrotnej podjechałem pod sklepem, po 10 min juz niechciał odpalic
, wiec druga mysl cos sie spieprzyło w srodku w akumulatorze, poprosiłem panów smakoszy taniego wina i pomogli mi odpalic auto z "popychu" wróciłem do domu i włozyłem prawie nówke akumulator z innego auta. Odpalił!! Mysle kupie aku i po krzyku
sprawdzałem jeszcze kilka razy czy odpala i było git. Rano wsiadam do auta po postoju prawie 12 godzin i co dupa nawet nie miąknie
Dzis naładowałem akumolator i po upływie 4 godzin po odłaczeniu od prostownika kąntrolki na desce ledwo sie swieciły a rozrusznik z wielkim bulem obrócił sie trzy razy i padł.
sprawdzałem miernikiem ładowanie na jałowym przy wyłaczonych odbiornikach i ładowanie wynosiło 13,8V
Panowie BŁAGAM POMOCY gdzie moze mi spirdzielac prąd?????

)i jeszcze pare innych drobiazgów.Można pobory sprawdzić Amperomieżem(znajdziesz w wysukiwarce coś na temat)
a tak na powaznie to 300-600 to niezla rozbieżność
ja w zeszlym roku mialem pobor w okolicach 520-525 (mierzone u elektryka bo aku padal po paru chwilach)