w zeszym roku kumpel zalatwil poldziana za flaszke (mial ostatni dzien OC) ba sie nim smigac w miecie wiec ja musialem uprawiac te sporty ekstremalne za niego.....jazda byla
pamietam zgas mi przed szkola, a ze jeszcze zaczynalem tym scierwem jedzic, to kumple mnie wepchali na dziedziniec, a tu duga przerwa i tumy palaczy no i laseczek

pomyslalem sobie ale wtopa i czerwony burak nagle
chociaz tyle, ze nie dalem dupy wyjedajac z dziedzinca
obsypalem zwirkiem wypucowane autka nauczycieli, ludziska tez i prawie zaliczylem murek ale auto i tak pod koniec dnia dokonczylo zywota w rowie
smiac mi sie chciao bo na nast dzien wszyscy se jaja ze mnie robili i wytykali i poklepywali za to ze mielismy odwage gratem sie wbujac podczas gdy reszta ucznow to do auta bez klimy nie wsiada...