W sobotę rano na autostradzie pod Koninem zebrała się nasza łódzka ekipa Oplowo- Fiatowa:
Zmarznięta dotychczasowa załoga Fiata 127 (nie zdążyliśmy zmienić nagrzewnicy

) przeniosła się do "wozu towarzyszącego", Qbass też dołączył do nich. Ja zasiadłem w końcu w moim Fiaciku. Dawno już nim nie jechałem!
Wkrótce zdałem sobie sprawę, że nie jadę walczyć o czołowe miejsca w klasie... Poza brakiem objeżdżenia z autkiem okazało się, że nie wszystko jeszcze działa jak należy.
Przykładowo: w Poznaniu postanowiłem wyprzedzić autobus. Już zebrałem się do manewru, ale doszedłem do wniosku, że samochód z naprzeciwka jest trochę za blisko. Nacisnąłem pedał hamulca, a ten... wpadł w podłogę. Króciutka konsternacja, samochód nie hamuje... więc gaz do spodu! Jakoś się zmieściłem. Nawet nie zdążyłem pomyśleć o ręcznym...
Pedał hamulca leżał na podłodze, okazało się, że poprzedniego dnia w ferworze składania ktoś zastąpił nadwątloną oś śrubką, ale założył tylko jedną nakrętkę, bez kontry. Brakło nam czasu...
Na miejscu zaczęły się przejazdy, czasy miałem nierewelacyjne. Na "ciężarówkach" podczas slalomu dwójka okazała się trochę za krótka, więc zapiąłem trójkę, przyśpieszyłem... i po chwili wywaliło nas w pole a przejazd trwał kilka sekund dłużej.
Stojąc w kolejce usłyszałem od kolegi o katastrofie lotniczej. Brzmiało to jednak mało wiarygodnie...
Okazało się jednak, że to prawda. Impreza została przerwana.
Organizatorzy postąpili tak, jak powinni i trudno mieć o to do nich pretensję.
Kilka zdjęć, jakie zrobiłem na szybko: tu auto Pająka, też pośpiesznie zdrutowane przed imprezą
Dwie Manty, ta poszerzana należy do kolegi Bogdana
[ wiadomość edytowana przez: Pereira dnia 2010-04-12 16:47:44 ]