otóz w garazu zgasiłem auto,przyszedłem za kilka minut,chce odpalac,a tu dupa blada
kontrolki sie nie swiecą,cos piszczec zaczęło za to.
pod deską rozdzielczą,koło lewej nogi kierowcy.
rozkręciłem obudowe kolumny kierownicy,zdjałem boczek z błotnika i tam znalazlem jakies takie plastikowe pudelko,do którego wchodzi wiązka zlozona z 4 kabli,które mniej więcej na wysoksoci glosnika są złączone złączką z innymi 4 kablami,które ida gdzies pod dechę rozdz.
przkręcam kluczyk w pozycje zapłon,raz piszczy,innym razem nie,ale nic nie działa nadal,ani swiatła,ani stop.zero,tak jakby pradu nie było
zegarek to samo,raz chodzi,raz znów nie.
Przyszedł ojciec,zaczęlismy ruszac kablami,bezpiecznikami i w sumie nagle po przekręceniu kluczyka zapaliły sie kontrolki i auto jakby nigdy nic odpaliło,robiłem testy i pali tak jak wczesniej-jakby nic sie nie zepsuło
panowie,radźcie co robic,bo jakos nie wyobrazam sobie,zeby to mi sie stało gdzies poza miastem
pzdr


.
