Narodziło się pod koniec roku 1997, aby w maju 1998 zostać nabyte i po raz pierwszy zarejestrowane przez mojego ojca. Pamiętam, że był wówczas straszny problem ze znalezieniem egzemplarza z tym silnikiem, ponieważ produkcja została już zakończona i trafiały się w poszczególnych salonach jedynie pojedyncze sztuki. Wreszcie, po długich poszukiwaniach, kiedy już pakowaliśmy się aby jechać do Krakowa zakupić złotego Caro, zelektryzowała nas wiadomość, że salonu Zocaru przy ul. Jagiellońskiej „rzucili” jeszcze kilka. Po przybyciu na miejsce okazało się, że samochodów jest cztery, wszystkie w takiej samej wersji nadwozia i w takim samym kolorze, więc o jakimkolwiek wyborze nie mogło być mowy, a decydować się musieliśmy szybko, bo chętni czekali
Swoją drogą tak przecież kupowało się Polonezy w okresie jego największej świetności
Od tego czasu samochód wiernie służył mojej rodzinie, aż do roku 2003, kiedy to ojciec przesiadł się do Renault Scenic, a Polonez znalazł we mnie swojego nowego dumnego właściciela.
Aktualnie samochód ma na liczniku 90000 km i do zeszłego weekendu, kiedy to padły mi wycieraczki ani jednej awarii. Blacharka, również trzyma się doskonale, co jest tym bardziej godne podkreślenia, że auto nigdy nie było garażowane, generalnie gdy słucham jakie problemy ludzie mają z młodszymi Polonezami, dochodzę do wniosku, że to jeden z trafniejszych egzemplarzy.
Nad zaletami silnika nie będę się rozwodzić, bo każdy kto kiedykolwiek jechał Roverem doskonale zna jego cudowne właściwości
Fotki nie są może najlepszej jakości, ale jak tylko wróci z warsztatu postaram się zrobić mu taką sesję, że niejedna Playmate schowa się ze wstydu

ale za to mogę zaoszczędzić na siłowni