Od 2004 roku jestem w FSO Autoklubie. Zaczęły się wyjazdy na zloty.
Pierwszy zlot to Wawer 2004:
Później były kolejne spoty, zloty i inne.
Jak to wiadomo, Fiaciki się czasem psują.
Wymiana mostu w centrum miasta, na toruńskiej starówce pod knajpą gdzie pracowała Madzia, moja dziewczyna =) oraz jakieś drobne wojny z przednimi hamulcami.
Fiacik przejechał całą Polskę wszeż i wzdłuż. Był kilka razy nad morzem, kilka razy w Warszawie, w Poznaniu, Olsztynie, pod granicą z Kaliningradem, w Bukowinie Tatrzańskiej. Przejechał mnóstwo kilometrów. Tutaj fotki po powrocie znad morza z Białogóry i z gór, z Bukowiny Tatrzańskiej.
W tym czasie pojawiały się również różne przeróbki. Zamontowałem centralny zamek z alarmem i pilotem, halogeny, dodatkowe oświetlenie wnętrza, różne kierownice (maluchowska, maluchowska trójramienna - prawdopodobnie Autobianchi, drewniana momo), fotele intergrocklin standard i inne duperele.
Dwa razy włamano mi się do Fiata. Pierwszy raz w sierpniu 2005 - skradziono radio (pioneer 3600mp), drugi w kwietniu - skradziono radio (gms), tylne głośniki (alphard), wszystkie płyty cd i ładowarkę do telefonu.
W listopadzie 2005 miałem tym Fiatem drugą stłuczkę. Znowu nie z mojej winy. Sprawcą był pijany kierowca, który w tym zdarzeniu uskodził łącznie ze swoim trzy auta. Najmocniej skapiszonował cinquecento, które później przepchnął na moje auto. Straty - wzmocnienie czołowe, pas przedni, zderzak, maska, prawa lampa zespolona, halogen i błotnik.
Zdjęcia przedstawiają fiata częściowo rozebranego - miał iść do blacharza. Jednak okazało się, że fura nie pójdzie do remontu, bo przedstawiony kosztorys był astronomicznie wielki.
Auto poskładałem spowrotem do kupy. Tak znowu jeździło i jeździło. Niestety po zimie okazało się jak bardzo nieprofesjonalny był remont blacharski z 2004 roku. Prawie wszyscy, łącznie ze mną, którzy robili coś przy tym remoncie zjebali sprawę. Fura zaczęła na potęgę rdzewieć.
To są ostatnie zdjęcie w "specyfikacji jeżdżącej".
Niestety rdza dopięła swego. Przeżarła mocowanie przednie resora, całą podłużnicę w tym rejonie, pojawiły się dziury w podłodze w okolicach nóg kierowcy pasażera z przodu, wokół mocowania podnośnika i jeszcze kilku innych miejscach w podłodze. Blachy poszycia też się posypały. Naprawa tego auta pochłonęłaby chyba z 10 tys zł.
Tak kończy się historia mojegó drugiego Fiata. Przeżyłem z nim i w nim mnóstwo wspaniałych chwil. To była naprawdę super fura. Dwa razy wiozła moich znajomych do ślubu, woziła ludzi na imprezy, do Warszawy i w inne miejsca. Strasznie mi szkoda, że w ten sposób kończy się jego żywot... niestety wszystko się kiedyś kończy. Na szczęście pozostałem przy Fiacie. Tym razem jest pistacjowy i jest fajny. Ale o tym w następnym wątku.
Tu postaram się może jeszcze wrzucić inne fotki czarnobiałego lub kości słoniowej. Muszę po prostu porządnie przeszukać dyski.
[ wiadomość edytowana przez: czeczun dnia 2006-06-20 11:54:14 ]