Zaczne od tego ze bedzie to dlugie biadolenie
No dobra... a teraz to co mnie bardzo gryzie w tym aucie (bo chrobotanie to najmniejszy problem
Punkt 1) czyli ....jak samarka jest juz odpowiednio nagrzana.
Generalnie chodzi ze to ustrojstwo gasnie i nie trzyma obrotow tak jak powinna i to zarowno na gazie jak i benzynie. Juz dwukrotnie mialem regulowany gaznik, obroty byly nastawiane na okolo 1000 ale podczas jazdy, jak jest wrzucony luz to te 1000 obrotow mam moze przez 5 % czasu, a moze nawet nie. Generalnie albo jest (wedlug obrotomierza) 200 400 albo 600 albo 700 czy tym podobne rzeczy a silnik wiadomo jak sie przy takich obrotach zachowuje - tak ze samochod caly sie trzesie i ma sie wrazenie ze zaraz zgasnie...zreszta bardzo czesto gasnie przy wysprzeglaniu wlasnie (choc jak juz sie zatrzymam i silnik chodzi to sam z siebie nie zgasnie..chocby mial 300 obrotow). Odrazu powiem tez ze nie mam czegos takiego jak skoki obrotow...jezeli sie zatrzymam na swiatlach i mam te 400 czy 500 obrotow czy iles to mam je caly czas jak na nich stoje (do czasu nastepnych swiatel gdzie moge miec troszke inne obroty ale generalnie zawsze sa bardzo niskie)
Bardzo czesto gasnie przy jakims hamowaniu wrzucaniu na luz czy skretach. Praktycznie zeby miec 100%pewnosc ze mi nie zgasnie to musialbym caly czas jezdzic na ssaniu.....
Gaznik (rok temu czyli po zakupie samarki, kupilem nowy - ale to nic nie pomoglo) byl ustawiony, dysza wolnych obrotow przedmuchana, linka ssania naciagnieta jak nalezy, serwo ponoc tez sprawne...co tam jeszcze rura od wlotu powietrza wykrecona przeciwnie do kierunku jazdy i nic...tak jak nie trzymala tych obrotow tak nie trzyma
Ma ktos jeszcze jakies sugestie ?? Poza zepcheniciem go ze skarpy ?? Wpakowalem w to auto ladnych pare tysiecy zl. a ono nadal zachowuje sie jak wrak
Problem nr 2 - czyli jak samarka jest zimna
Kiedy odrazu po zapaleniu jej rano ruszam przy zimnym silniku...to poprostu NIE MA SILY (chocbym nie wiem jak regulowal ssaniem) zeby podczas pierwszego (i drugiego tez) dojazdu do swiatel (jakies 300metrow) nie zgasla. Jak sie nagrzeje i ssanie juz wylacze to jest lepiej...(patrz punkt pierwszy) ale przy kazdej mozliwej chwili w ktorej cos sie dzieje (bo jak sie nic nie dzieje i chodzi to chodzi..) z wrzuconym luzem, obroty spadaja...niezaleznie od tego na ile byly wczesniej wyregulowane(i nawet jak postoi na swietle czerwonym troszke to i tak nie dochodza "do siebie" tylko nadal sa nizsze...w ogole rzadko kiedy mozna to przewidziec
Macie jakis pomysl ??
[ wiadomość edytowana przez: andri dnia 2004-02-10 17:50:17 ]
[ wiadomość edytowana przez: andri dnia 2004-02-10 17:51:16 ]

jak naprzyklad na luzie dogazuje i puszcze gaz to gasnie, jak dojezdzam do swiatel i przy wiekszej predkosci wcisne sprzeglo, tez gasnie, czego to moze byc wina??