po krótkiej fascynacji tjuningiem (na czym dość boleśnie ucierpiał zielony, kończąc na holu do starogardu szczecińskiego bez silnika, z dziurami w progach i białą klapą bagażnika... kompletna porażka) przyszła fascynacja na klasyki. i tak zapragnąłem mieć (no a jakby inaczej) ciemno zielonego klasyka z chromowaną atrapą. dwa lata zajęło mi gromadzenie oszczędności na realizację (a właściwie jak się później okaże - jedynie na rozpoczęcie realizacji) tego marzenia. i tak w październiku 2004 roku stałem się właścicielem...
...Karoliny.
ewidentnie nie była ciemno zielona-lecz to się miało zmienić. oprócz tego co tu dużo mówić - Karolina od początku była kundelkiem: nieoryginalny silnik, LPG, hamulce od nowszego typu, powypadkowy, wymieniony pas przedni, przerabiane błotniki, nieznany przebieg (ale raczej duży, bo n-ty silnik był na wykończeniu), zmienione wnętrze, absolutny brak historii, itd.
od początku trochę pechowo bo nie dalej jak 2-3 miesiące po zakupie zaczął się prawdziwy wysyp klasyków na rynku, można było przebierać w ofertach, ale... Karolina już została
brak szlachetnego pochodzenia Karoliny dość istotnie wpłynął na dalsze jej losy; większość orthodoxów pewnie się za głowę złapie: zima, sól, a będzie jeszcze gorzej
w końcu auto zostało wymyślone do jeżdżenia, więc niech tak zostanie
(wkrótce parę słów o dalszych losach kundelka...)

) zagości na spocie w 3CiTy
ktoś mógłby pomyśleć że to jakiś absurd... gdzieeeee taaaam....) ja w międzyczasie kombinowałem po klubowiczach drzwi, podszybia, progi, szukałem borewiczów po szrotach (celem pozyskania pewnych kluczowych elementów
)
i na koniec moje ulubione ujęcie, czyli...
że czemu tak dużo, a w sumie... i tak zabrakło. przede wszystkim zabrakło na komorę silnika, która nie do końca wyszła tak jak chciałem.

a więc won z tym!