Skoro już taki temat się pojawił, pozwolę sobie dolać oleju do ognia i zadać pytanie troszkę inne
Co sądzicie o dodatkach zagęszczających olej do zużytych silników?
Mój 4A-FE LB żłopał litr półsyntetyka na 1000 km. Ponieważ zrobiło się to kosztowne w eksploatacji, przeszedłem na mineralny. Nie wiedziałem, na ile to pomoże, więc na próbę wlałem orlen classic, 15W40. Jest to olej klasy SJ/CF, a wg. specyfikacji Haynesa ten silnik ma być smarowany czymś co najmniej SG, więc zapas niby jest spory.
Na początku zrobiłem na nim ponad 2000 km. Zachęcony efektem dolałem go i jeździłem dalej. Następnej dolewki starczyło na 1300km. Teraz muszę dolewać litr na ok. 800 km. Olej nie wycieka - jest spalany.
Poza tym koszmarem silnik pracuje bardzo dobrze - cicho i równo.
Remont kapitalny ani jego wymiana nie wchodzą w rachubę ze względu na ogólny stan samochodu. Ma jeździć do końca, a potem na złom.
Ponieważ jednak Carina to bardzo sympatyczny dupowozik, chciałbym jeszcze trochę ją utrzymać. Teraz mam dylemat. Czy wlać olej gęstszy (20W-40), czy może zapakować jeden z tych cudownych "doktorów" do oleju? Nie chciałbym zabić tego silnika za szybko...
A może wlanie lepszego minerala (np. Mobil) coś jeszcze da w tej sytuacji? Wiem, że trzeba było od tego zacząć, ale cóż... zaufałem polskiej marce. Znajomy mechanik twierdził, że orlenowskie oleje nie są aż takie złe, a silnik stary, ma przejechane ze 300kkm.