Niedziela 6 rano wyjazd. Subaryna z lawetą i niezawodny Jojek za fajerą. Delikatny atak zimy w Wielkopolsce, ale drogi w większości czarne. Niby lekki mrozek, ale gwiżdże strasznie. BRRR. Dotarliśmy na miejsce.
Siódemka na żywo. Stała sobie bidna pod drzewem (powżerany syf), na jednym flaku, nie palona od ponad pół roku. Konserwacja wypływa ze wszystkich możliwych miejsc imitując rudym kolorem rdzę, spód zdrowy. Wrażenie z podwozia jakby je ktoś umoczył w smarze. Jakaś szpachla, dwa kolory lakieru. Jeden matowy a drugi kładziony wałkiem. Troche części dodatkowych. Troche miłych szczegółów – białe kierunki stary znaczek FIAT, ładnie zachowany 127p, antena teleskopowa, kompletna atrapka, środek w jasnym skaju nawet nieźle zachowany, feltnerki „do samodzielnego montażu” (klejenia). Mnóstwo podziadkowych patentów które wprawiły nasz w osłupienie. Ale o tym później. „Nie ma do deliberować drogie siostry” – na lawetę i piszemy papiery. Niezawodna „lebiodka” do silników powoli acz wytrwale wciągała białe cudo na lawetę. Potem solidne pasy i w drogę.
Pierwsza przygoda po kilkudziesięciu metrach. Nie wiedzieliśmy, że ulica jest jednokierunkowa. I tak z trudem wyjechaliśmy tym zestawem z bramy, mijając kempingowóz. No i pod koniec ulicy, co? Policaj na leniwej niedzielnej służbie. 40 minut tłumaczenia, że jednak możemy jechać tym zestawem na kat. B. Trzeba się było podeprzeć kodeksem drogowym. I jeszcze dowiedzieliśmy się, że musimy mieć winietę. Mamy kupić na najbliższej stacji. Mamy nieodparte wrażenie, że jeszcze zobaczymy niebieskie Palio…
Na najbliższej stacji nie ma winiet. Są albo 30 km dalej albo na drugim końcu miasta. Cofamy się. Mijamy się z niebieskim Palio. Macham wesoło panu sierżantowi. Kupuję naklejkę na 9zł. Świetna cena za straconą godzinę czasu. No, ale bez tego państwo STARACIŁOBY mnóstwo pieniędzy. Przy okazji pompuję flaka w tylnym kole. Pasy trzymają ściśle. Jedziemy na Warszawę. Mijamy znów niebieskie Palio, (jaki ten świat mały) wiskajace busa z lawetą. Śmiejemy się, że pewnie już typ wie, co sprawdzać a czego nie
Trasa powrotna już bez przygód. Białą morda siódemki śmieje się do nas przez tylne okno i co raz bardziej nam się podoba. Co i raz przestawiam sobie lusterko wsteczne żeby sobie popatrzeć. Krótka sesja przy okazji sprawdzenia pasów przed autobaną;
W Broniszach spotkanie z Rysiem i typowa dla niego krytyczna ocena zakupu
Im bliżej domu tym większa obawa o temperaturę przyjęcia Pierwsze mycie:
Pierwsze starcie
Zalanie paliwa do gardzieli i próba odpalenia – niestety. Ani dygnął. Wynik – 1:0
Drugie starcie:
Następnego dnia założyłem zapasowy aparat zapłonowy, wyczyściłem i wyregulowałem wstępnie gaźnik. Doszła kontrola pompy paliwa, regulacja zaworów, dociągniecie głowicy, kontrola koników. Wymieniłem olej i filtry. Przy odpalaniu okazało się jeszcze, że przewód paliwowy został dosztukowany 35 letnim gumowym, który pękł w kabinie – smród wachy w środku. Ale polane paliwo do gardzieli umożliwiło odpalenie. Uznaje to za remis 1:1.
Trzecie starcie:
Dosztukowałem przewód paliwowy, wymieniłem jeszcze resztę przewodów pod maską. Po napompowaniu paliwa do filtra i gaźnika siódemka odpaliła. Regulacja zapłonu i gaźnika. Wynik – 1:2
Czas zająć się opinią na samochód. Jako że podstawą są zdjęcia, trzeba było odszorować samochód z tego, czemu nie podołał karcher. Wiadro z cieplą wodą z płynem do naczyń i miękka szczota ryżowa. Szorowałem solidnie wszystkie zacieki, ale część wżerów pozostała. Mam wrażenie, że lakier to farba emulsyjna. Jest matowa, podobnie przyjmuje brud, łatwo się rysuje. Posprzątałem bagażnik i wnętrze. Z racji wyglądu ogólnego samochód zyskał ksywkę „Parchotnia”
Z sesji zdjęciowej już nie wrócił o własnych siłach. Zatarł się aparat zapłonowy i zaczął się sam obracać nawijając kable na siebie. Dziwiło mnie wcześniej, dlaczego jest taki gorący. Znów trzeba zrobić jeden z dwóch. Był kłopot z demontażem. Wałek pokryty nagarem za Chiny nie chciał przejść przez tulejkę. Od czego jest prasa hydrauliczna w pracy. Bez zniszczenia wałka operacja się udała. Aparat zagościł w silniku. Wynik – 2:2
Korzystając z faktu, że parchotnia znów zamieniła się w nieruchomość wybebeszyłem środek. Wyjąłem siedzenia i mokre z góry dywaniki. Pod dywanikami zastałem (podobnie jak w bagażniku) nasączone olejem gazety (z jesiennej promocji Auchan). Roku promocji nie udało mi się odczytać – prawa strona jest mniej zadeptana, więc mozę uda się coś dokładniej odczytać. Tunel środkowy i wzmocnienie poprzeczne są pełne smaru. Podobnie jak drzwi – ok. 5m smaru zalepiającego wszystko łącznie z odpływami.
Po ich zdrapaniu podłoga wygląda zdrowo. Widać, że coś kiedyś ktoś przy niej robił, ale zrobił to solidnie.
Podobnie jest pod tylną kanapą. Idealna bryka dla przemytników - pod siedziskiem jest jeszcze wnęka głę bokości ok. 7cm.
Ogólnie widać ze z samochodem cos się działo. Podejrzane są spawy na progu i szpachla obok tylnej szyby i na dachu.
Samochód jest wyposażony w niesamowitą ilość patentów. Najbardziej przerażająca jest elektryka zrobiona na białych i brązowych przewodach (część luźna)…
…3 Skrzynki bezpieczników z nie wiadomo czego…

…Brak regulatora napięcia – zamiast tego w obwodzie wzbudzenia dwie żarówki 21W i 5W, sterowane w zależności od zapotrzebowania na prąd pstryczkiem rodem z lokomotywy

Uwagę zwraca zdalne odpalanie samochodu – nie powiem. Przydatne przy odpalaniach:
O użyciu do połączeń porcelanowych kostek z żyrandola nie wspomnę…
Inną ciekawostką jest system chłodzenia. Na 2 termostatach (możliwe że nawet trzeci kryje się w głowicy), z odwróconym przebiegiem przez nagrzewnicę – ma ona wejście o średnicy jak chłodnica a na wyjsciu dwa niesterowalne zawory!
Fajowy też jest wskaźnik ciśnienia oleju – w pełni hydrauliczny. Przewód (hamulcowy) wchodzi do środka pod deskę i zasila wskaźnik. W obwodzie hydraulicznym użyto także dwóch trójników od hamulców ze 125p, zwykłych śrub jako zaślepek i dziwnego niepodłączonego jakby czujnika…
Jedna osłona p.słoneczna jest od nie wiem czego. Mozę Autosan, Może lokomotywa?
Mieliśmy wrażenie, że poprzedni właściciel pracował w PKP – pstryczki pod deską, skrzynki bezpieczników i przekaźniki, kolory farby na podłodze i w komorze – „zieleń lokomotywowa” i „orcha wagonowa” i smar posiadany w ilościach hurtowych!
Generalnie parchotnia/siódemka zaczyna mi się coraz bardziej podobać…















Ale i tak rozwiązania w Twoim aucie są bardziej hmmm.... niesamowite i "celowe"


