Ale numer! Pierwszy to to, ze w ogole wracam do Polski!!! Ciesze sie jak cholera, to juz nawet niedlugo, jeszcze "tylko" 6 miesiecy. Jakos zleci...
A drugi: Bylismy u agenta zarezerwowac bilety lotnicze i zwykle sie lata przez Singapur. To najpopularniejsze polaczenie. Ale Singapur to w sumie nowoczesne miasto i nic tam specjalnie egzotycznego nie ma, wiec zapytalismy tak z glupia franc, czy mozna leciec przez.... Japonie. I kurcze mozna. Nawet nie kosztuje to ani jednego dolara wiecej!!!!
No wiec jedziemy w do Japonii, badz raczej zatrzymujemy sie tam po drodze... Jestesmy podjarani, ogladamy fotki, sciagamy z interku opowiesci i probujemy wykumac co gdzie zobaczyc. Wstepnie lecimy z NZ do Tokyo, tam zwiedzamy okolice: Nikkon i samo Tokyo i Fuji. Potem chcemy tym mega-szybkim pociagiem "Shinkansen" pojechac do Kyoto. To stara stolica Japonii i tam sa te swiatynie, zabytki i ogrody. I potem wylatujemy z Osaki do Frankfurtu i to juz prawie w domu.
Troche szkoda ze styczen, ale trudno. Darowanemu koniowi.... Ponoc w styczniu srednia temperatura jest tam miedzy 0 a 10 stopni, wiec da sie przezyc..
I co myslicie? Fajnie, nie? Moze ktos z Was byl i moze cos podpowiedziec?

