Hehe , ale ten czas szybko leci....
Dnia 26.07.1999 roku dostałem uprawnienia do prowadzenia pojazdów, pamiętam jakby to było wczoraj to był piątek, odebrałem „prawko” i już w niedzielę pojechałem na giełdę do Słomczyna. Cały kurs również pamiętam doskonale J Jeździłem białym pięciodrzwiowym Fiatem Uno 1.4 z czarnymi listwami u dołu. Auto miało przebieg 170 kkm ale pod koniec na szafie pojawiła się przebieg poniżej 50kkm , zagadnięto o to instruktor powiedział że będzie musiał go sprzedać i kupić Punto. Tą drogą dowiedziałem się po 18 godzinie jazdy i że akurat trafiłem na okres kiedy w ośrodkach egzaminacyjnych wymieniali samochody i na Uno już się nie zdaje tylko na Punto. Na ostatnie dwie godziny co mi zostały dostałem brązowe Punto. Papiery złożyłem na Bema. Egzamin teoretyczny zdałem za pierwszym razem zrobiłem jeden błąd. Na placyku dostałem czerwone trzydrzwiowe Punto. Zrobiłem jeden błąd na wjeździe tyłem do garażu, egzaminator kazał poprawić i poprawiłem prawidłowo. Po placyku kazał zjechać na bok i powiedział do mnie „proszę przygotować samochód do wyjazdu na miasto” i polazł gdzieś. Po chwili wrócił , wsiadł i zapytał czy jestem gotowy, powiedziałem że tak, ale byłem zdenerwowany. Wyjechaliśmy z ośrodka w prawo do Kasprzaka. Później w Kasprzaka w prawo i wtedy zobaczyłem cos co mi krew w żyłach zmroziło a całe plecy zrobiły mi się mokre.... Otóż lusterka zewnętrzne zostały w pozycji „placykowej” czyli widziałem .... tylne koła!!!! Pierwsza myśl zjadę n chodnik powiem mu i poprawię, ale później pomyślałem że może mnie oblać – bałem się i postanowiłem pojechać mając jedynie do dyspozycji lusterko wewnątrz auta. I jechałem tak z duszą na ramieniu, wreszcie kazał mi skręcić znowu w prawo z Kasprzaka i później znowu w prawo w Prądzyńskiego – odetchnąłem z ulgą że nie dojechaliśmy do ronda. Na Prądzyńskiego miałem na moim pasie jakąś ciężarówkę i dwa samochody z naprzeciwka. Przyhamowałem, kierunek puściłem auta z naprzeciwka dyskretnie zerknąłem na lusterko wewnętrzne czy coś jest za mną a później ostentacyjne na lewe zewnętrzne w którym to mogłem jedynie sprawdzić czy jest koło , ominąłem ciężarówkę , dalej w prawo i do ośrodka. Wjechałem zatrzymałem auto wyłączyłem silnik a egzaminator do mnie mówi: „Egzamin teoretyczny ma pan zaliczony, manewry z poprawką ale zaliczone, jazda po mieście nie mam zastrzeżeń, znajomość przepisów nie mam zastrzeżeń, dynamika przejazdu prawidłowa, panowanie nad pojazdem nie mam zastrzeżeń” Wpisał coś tam do protokołu a mnie kamień z serca spadł uffffff pomyślałem. Egzaminator powiedział jeszcze „gratuluję prawo jazdy do odbiory w Wydziale Komunikacji za dwa tygodnie”. Zapytałem go wtedy czy miałby jakąś radę , złota myśl dla świeżo upieczonego zielonego kierowcy, odparł owszem i powiedział magiczne „jeździć bo w tym momencie zdał pan egzamin państwowy ale prawdziwą naukę jazdy pan dopiero zaczyna, szerokiej drogi!”
Od tego czasu miałem kilka samochodów
Fiata 126p 1989 zrobiłem nim 20kkm – auto awaryjne i korozyjne
Daewoo Tico 1996 zrobiłem 60kkm –auto bezawaryjne i korozja się nie chwytała
VW Golf II 1984 1,6D zrobiłem 30kkm – auto bezawaryjne ale korozyjne
Renault 9 1986 zrobiłem 5kkm – nigdy więcej!
Polonez 1,6 1995 zrobiłem 70kkm – bezawaryjne ale ruda go atakowała
DF Kąąbi 1986 zrobiłem 15kkm – to znacie J
Seat toledo 2,0 1991 zrobiłem 15 kkm – też go znacie
Syrena Bosto 1983 zrobiłem 300 m – ją dopiero poznacie J
Także z powyższego wynika że zrobiłem już w sumie 200 kkm nie jest to dużo ani mało, Przez ten czas otrzymałem trzy mandaty karne i miałem dwie na szczęście nie groźne stłuczki.
Ale nostalgia hehehe mnie ogarnęła, a Wy jakie macie przebiegi moi drodzy?


. Za drugim razem poszło już dobrze, placyk bez kłopotu, po mieście jeździłem bardzo krótko, może dlatego, że byłem przedostatni w tym dniu. Prawko zdawałem autem marki Fiat 126p
).
. Nie mam pojęcia ile kilometrów przez te 11 lat przejechałem, na pewno było tego sporo, bo praktycznie przez cały ten czas miałem jakieś auto i jeździłem nim na codzień. Najintensywniejszy był na pewno okres ostatnich dwóch lat, przez które przejechałem sporo ponad 100 tys kilometrów. Niestety mam na swoim koncie kilka, na szczęscie nie groźnych, stłuczek oraz kilka mandatów ale, odpukać, nic poważnego do tej pory sie nie zdarzyło. Mimo wydawałoby się długiego stażu za kierownicą oraz sporej ilości przejechanych kilometrów myślę, że człowiek za kierownicą cały czas się uczy i nie uważam się za fantastycznego, cudownego i boskiego kierowcę. Zaobserwowałem, że ludzie wokół jeżdżą coraz gorzej i mniej bezpiecznie, a ja z kolei poruszam się coraz wolniej i spokojniej - chyba niedługo będzie o mnie można mówić kierowca - emeryt
)
. W tym czasie miałem również krótki (ok.1/2r.) epizod z pick-upem ale żona zmusiła mnie żeby go sprzedać jako mało praktyczny dla mieszkańca Warszawskiego blokowiska (dziś tego żałuję
).
(bo kilka razy się wymigałem)
.
).

czyli mamie zrobilem prezencik

Egzamin odbyłem zimą (luty) i tą prawdziwą - tak tak kiedyś takie były - nie przejezdne drogi etc. W momencie odebrania prawa jazdy mój ojciec posiadał Ladę 2107 także miałem okazje poruszać się niż po drogach, potem przyszły kolejne już własne bądź służbowe lub rodzinne samochody: maluch, VWT4, seicento, polonez, uno ...