Pomarańcza poszla na zimę do garażu, więc chyba już mogę napisać o tym, co udało się zrobić przez te trzy miesiące. Może uda mi się mniej-więcej po kolei...
Na pierwszy ogień poszła wymiana cieknącego zacisku (lewy-tył). Od tamtego czasu hamulce przestały dawać o sobie znać, działają tak jak powinny.
Potem razem z ojcem, sprowokowani pęknięciem dolnego węża chłodnicy (jeszcze w czerwcu to było, ale był festyn, kiedy wymieniałem go na parkingu pod akademikiem

) wymieniliśmy wszystkie węże w układzie chłodzenia na nowe. Przy tej okazji zamontowany został zawór nagrzewnicy z Lublina 3.
Potem zabrałem się za moje ulubione kabelki. Pierwsze podejście tego lata było chyba najbardziej spektakularne. Dla wygody wywaliłem deskę rozdzielczą, wyciągnąłem na wierzch wiązkę dochodzącą do skrzynki bezpieczników. Każden jeden kabel z tej wiązki dostał nową końcówkę, oczywiście porządnie przylutowaną, zmieniłem też skrzynkę na nową. Przy okazji wymiany węży (jednak z chronologią nienajlepiej) wyciągnąłem alternator i poszedłem za radą Automatica przeczytaną kiedyś w KP-KO - przerobiłem go (alternator, nie Automatica

) na 9-diodowy. Przerobiłem... za duże słowo - zamiast 3 plastikowych podkładek wetknąłem płytkę z diodami wzbudzenia, poprzekładałem kable i tyle. Cały sukces w tym, że alternator dokumentnie rozebrany na części udało mi się złożyć do kupy i nawet działał... i działa nadal

. Oczywiście drobne mieszanie w kablach przy regulatorze napięcia, ale to już szczegóły. Wskutek innego sposobu podłączenia reg. nap. mogłem podłączyć zasilanie kierunkowskazów prosto pod skrz. bezp. dzięki czemu częstotliwość migania nie zależy już zauważalnie od włączenia / wyłączenia świateł stop. Ten fragment instalacji jest fabrycznie delikatnie mówiąc nieprzemyślany - na jednym kablu są po kolei ośw. schowka, 2 przerywacze kontrolek, obrotomierz, część kontrolek w zegarach, światła stop i kierunki na samym końcu (wg schematu z książki inż. Kowala z 1982). Generalnie od strony elektrycznej doprowadziłem auto do stanu akceptowalnego.
Porobiłem trochę zaprawek, podmalowałem go gdzieniegdzie, nie będę rozwijał tematu bo nie ma w tym nic ciekawego, poza tym nie czuję się w tej dziedzinie najlepiej.
Halogeny poszły pod zderzak ze względów praktycznych i estetycznych. Praktycznych, bo przeciwmgielne zamontowane w ten sposób lepiej się spisują w warunkach "zmniejszonej przejrzystości powietrza". Estetycznych, bo po prostu bardziej mi się taki układ podoba, tak miało być od samego początku, ale kiedyś bałem się, że szybko rozwalę je o jakiś krawężnik. Kierunki z oklejonych taśmexem wymieniłem na fabrycznie chromowane, w niepamięć odeszły taśmexowe ramki na atrapie. Przezajebiście pasują one do ciemnego lakieru na Kaowym kąąąbi, ale do pomarańczy jednak nie. Na progi pomalowane w kolor nadwozia nakleiłem listwy progowe, póki co się trzymają.
Deska rozdzielcza nie mogła dłużej zostać seryjna, raziła mnie niewykorzystana powierzchnia kratki na jej środku. Prototypowo wstawiłem w nią 5 ramek na włączniki, jednak wyglądało to mocno druciarsko. Wersja finalna składa się z blachy ocynkowanej 0,8 mm z sześcioma otworami, oklejonej cienką gąbką i czarną dermą. Do tego 6 ramek i tyle samo włączników. Na nowe miejsce przeniosłem włącznik wentylatora chłodnicy (z kontrolką) i halogenów. Położyłem instalację przeciwmgielnej tylnej, włącznik trafił oczywiście w jedno z sześciu nowych miejsc. Pomysły na wykorzystanie reszty miejsc przyjdą wkrótce. Zmieniłem też tylną szybę na taką ze sprawnym (podobno) ogrzewaniem, pochodzącą z łady 2105 sąsiada, która się zezłomowała była. Założylem też fletnerki. Świszczą. Wczoraj zaś, na obwodnicy Piły szyba przednia dostała kamieniem i nadaje się do wymiany.
Gdzieś w międzyczasie udało mi się załatwić na amen dwie sztuki D-124, śmierć przez pęknięcie siatki mimo 0,5 cm bieżnika. Typowo.
W wyglądzie zewnętrznym nie planuję już dalszych zmian.
