Chatka rybacka. Wchodzi ksiądz i mówi do rybaka:
-Jutro przyjeżdża do mojej parafii biskup i on bardzo lubi ryby.
O, jaki ładny okaz!
Rybak: - Sam tego skurwiela złowiłem.
Ksiądz: - Jak to tak można. Sługa Boży, sutanna a ty rybaku tak przeklinasz!
- Nie proszę księdza, to nie to co ksiądz myśli, skurwiel to nazwa ryby, wie ksiądz tak jak szczupak karaś, czy flądra.
– Aha to przepraszam. Bierze rybę i idzie do kościoła.
– Niech siostra zobaczy jakiego ładnego skurwiela kupiłem
- Jak tak można świątynia Boża a ksiądz takie słownictwo
- Nie, skurwiel to nazwa ryby.
- Aha
- Teraz niech siostra! wypatroszy tego skurwiela i da kucharce do usmażenia.
Siostra wypatroszyła rybę, idzie do kucharki i mówi:
- Jadziu usmaż tego skurwiela.
- Jak siostra tak może mówić ?
- Nie, ta ryba się tak po prostu nazywa.
-A to przepraszam.
Niedziela: Przyjeżdża biskup, siedzi przy stole, a z nim ksiądz, siostra i kucharka.
Biskup: - Ale smaczna ryba
Ksiądz: Ja tego skurwiela kupiłem
Siostra: - Ja tego skurwiela wypatroszyłam
Kucharka: - Ja tego skurwiela usmażyłam
Chwila ciszy... po czym biskup wyjmuje wódkę i mówi:
- No to kurwa widzę sami swoi!
****
Milego dnia