Problem:
Auto ma skrajnie nierówną prace silnika z brakiem możliwości jazdy, dławieniem się i olbrzymimi trudnościami wkręcenia na wysokie obroty.
Sprawa wygląda następująco.
Jechałem sobie któregoś razu i autko zaczęło mi delikatnie przerywać, na wysokich obrotach przy większej prędkości. Ponieważ auto było zimne zbagatelizowałem sprawę wychodząc z założenia, że po prostu silnik zimny i może go przytyka, co mi się zdarzało. Dojechałem sobie do marketu i poszedłem doń. Po jakiś dwóch trzech godzinach wychodzę, wsiadam, odpalam autko. Kręci, kręci, kręci, ale nie odpala. Po jakimś czasie zaprzestałem prób, nie z braku chęci z mojej strony, lecz z braku chęci ze strony akumulatora. Skończyło się na schorowaniu auta pod dom, a po paru dniach do elektryka.
Elektryk powiedział, że coś tam było ze stykami (do tej pory nie wiem, o co chodzi nie znam się) i że już jest OK. Wsiadam odpalam, faktycznie OK., płace odjeżdżam proste. Autko jechało przez pewien czas bez zarzutu, ale po przejechaniu ja wiem… pół kilometra, zaczęło się dławić. Na początku lekko potem bardziej aż zdechło i kapota. Czekając na pomoc ze strony ojca pogrzebałem silniku i zauważyłem, że niedociśnięte są kable na świecach, co też od razu poprawiłem. Odpaliła. Chodziła względnie dobrze, choć delikatne nierówności było w pracy silnika słychać.
Wieczorem jechałem po mamuśke i auto niby chodziło, niby jechało, ale na małych obrotach strasznie się dławiło i nawet na wysokich miało strasznie słaby „ciąg”.
Pogrzebałem trochę z kumplem pod blokiem i ustaliliśmy, może cewka nawala. Jest już teraz nowa a wciąż bez zmian. Na małych obrotach ledwo, ledwo a po pewnym czasie nawet się zadusza, a na wysokich jak ją potrzymać to potrafi strzelić z rury… i to czasem ostro (biedna staruszka, przechodziła obok… ten strach w jej oczach).
Zauważyłem po pewnym czasie walki z problemem, że czasami, rzadko, ale jednak zdarza się, że przy odpalaniu świrują mi wskaźniki a najistotniejsze, że podrywa się obrotomierz, (który generalnie nie działa z prostej przyczyny – odłączony), a w silniku słychać dziwny dźwięk podobny do zwarcia. No pomyśleliśmy, że może zwarcie i ucieka iskra. Odłączyliśmy wszystkie bezpieczniki, co by pootwierać wszystkie obwody. Auto odpaliło i chodziło jak trzeba. Żyleta! Zrobiłem malutką rundkę po podwórku, dalej nie jechałem, bo brak bezpieczników, świateł, kierunków stopów, etc. A był wieczór. Cieszyłem się, że przynajmniej tyle wiemy. Zgasiłem autko, po czym po paru minutach próbowałem powtórzyć akcje w nadziei, że wciąż będzie dobrze. Jak to się mawia: PUPKA! Znów to samo.
Zrezygnowaliśmy. Jedyne, co ustaliliśmy a o czym zapomniałem wspomnieć to, że iskra niby jest, choć czasem słabnie, co pozwala sądzić, że to rozdzielacz. Nie wiem, nie znam się.
Po chyba dwóch tygodniach rezygnacji dzisiaj postanowiłem jeszcze powalczyć i ewentualnie odstawić autko do elektryka ponownie. Problem w tym, że auto odpala, dławi się jak cholera, ale za Chiny ludowe nie mogę wkręcić jej na wysokie obroty żeby, chociaż do elektryka dojechać.
Tak z grubsza wygląda problem. Nie mam pojęcia, co z tym fantem zrobić i musze przyznać, że wolałbym sam się z tym uporać, bo zwyczajnie nie stać mnie już na kolejne wizyty w warsztacie. Ponad to lubię to robić i chętnie się w tej kwestii, uczę.
Dlatego błagam pomocy. Ufam bezgranicznie waszej wiedzy. Jeśli powiecie kup nowy rozdzielacz, jeszcze dzisiaj go kupie, jeśli powiecie kup gaźnik z bólem serca, ale wciąż bez wahania poń się udam. Jeśli powiecie spal to auto (a wiem, że tak nie powiecie
) Pojadę na Kabaty i je spalę… (na pewno tak nie powiecie).
Z góry dziękuję za pomoc. W razie potrzeby będę odpowiadał na pytania jeśli czegoś nie dopowiedziałem… chyba że nie będę wiedział.
Pozdrawiam
Paweł
