Słuchajcie, pozwolę sobie przywołać emde za przykład i mam nadzieję, że nie poczuje się urażony. Jeżeli gość ma klasyka i od 5 miesięcy nie jest w stanie np. wymienić ze względów finansowych piasty koła (bo musi utrzymywać w sprawności też drugie auto - do jazdy), to o czym my k... urde mówimy?!? Jeżeli typ, który 1,5 roku temu kupił ode mnie Poloneza "Borewicza" za 2800 złotych, zebrał przez ten czas tylko 1500 złotych dla lakiernika, a nie udało mu się dotychczas uskładać kilku stów na naprawę tylnych hamulców, to o czym my k... urde mówimy?!?
Jakie komisy, jakie renowacje??? Jak większość właścicieli klasyków nie stać na opony i jeżdżą nimi na gazie, to który pójdzie kupić Wartburga za 30 000 zł ?!?
Wartburg 353 - "rarytas" Jak widzicie, komis nadal istnieje, przy czym większości z tych aut nie ma na placu, tylko stoją u ich właścicieli.
Właściciel tego komisu jest szerzej znany w środowisku fanów Mercedesa. Myślę, że ta firma to raczej takie jego "hobby" (bo naprawdę niewiele co z tych samochodów się faktycznie sprzedaje) a faktycznie utrzymuje się z zupełnie innej działalności. Taka "pierwsza jaskółka", która wiosny nie czyni ale mądrym inwestorom może pokazać opłacalność i rentowność tego rodzaju przedsięwzięcia na naszym rynku (dla niedomyślnych tłumaczę z polskiego na nasze: na dzień dzisiejszy lepiej trzymać swoją czarną d...pę z dala od takiego pomysłu na biznes

).
Serdecznie pozdrawiam.