Jadąc sobie elegancko 100 km/h do pracy nagle zaczął mi dziwnie silnik pracować, bardzo głośno i szybkość zaczęła spadać (jakieś 2 minuty wcześniej zauważyłem, że jakby jej mocy brakowało, ale pomyślałem, że kończy się LPG), po redukcji z 5 na 4 mogłem jedynie przy wciśniętym pedale utrzymać szybkość 60 km/h. Po przejechaniu kilometra przy redukcji na 2, po wciśnięciu sprzęgła silnik zdechł i nie chciał zapalić nawet gdy puściłem sprzęgło.
I tak oto, łada umarła na 2 km odcinku prostej drogi. Dziś odholowałem ją do mechanika. Tydzień temu dolewałem litr oleju, po sprawdzeniu stanu było poniżej minimum ale jednak bagnet był mokry.
Obawiam się, że zatarłem silnik, po przekręceniu stacyjki rozrusznik cyknie raz i koniec.
Czy ktoś przez co tu opisałem jest w stanie nakreślić mniej więcej problem? Bo nie wiem czy naprawiać silnik, który mam czy ściągnąć za 700 zł z Ukrainy po generalnym remoncie ?


