Historia wyglada tak. Mam malo wachy i silnik cos nie chcial chodzic, tzn odpalal i gasl zaraz, pewnie wachy jest tyle co nic. krecilem kilka razy i w koncu rozladowalem aku. Zadzwonilem po ojca (aku w moim samochodzie po dwoch miesiacach stania rozladowalo sie do 0, cholera wie czemu, jakies pomysly?!?!) i podlaczylismy kable, ale cos bylo nie tak, bo kontrolki to gasly to sie zapalaly, to slabiej swiecily i nie odpalilem go w koncu z kabli. Posadzilismy o to kable, ze za maly prad czy cos. W koncu odpalilismy moja 3-litrowke na pych. Przez weekend naladowalem aku i w poniedzialek wrocilem do 2-litrowki. Na pewniaka wsadzam aku by odpalic i pojechac na stacje po wache. Niestety dupa, to co bylo z kontrolkami nadal sie dzieje, a jak przekrecam kluczyk tak by odpalic, to w ogole gasna, ale tylko te od "S" do malego cisnienia oleju, dalsze sie swiecia.
Kurde co to moze byc?
zjebana masa? zwarcie? cos sie rozlaczylo? albo przytopilo?
