Proszę wycieczki, ręczny w klasykach wcale nie jest taki zły.
Linka powinna być naciągnięta tak, żeby łapało na 4-5 ząbków. Jeżeli ten warunek spełniamy, następnym krokiem jest sprawdzenie czy linka w ogóle się rusza. Nie wiem jak wygląda obecnie sprawa linek teflonowanych, ale kiedyś założyłem takową i teflon dość szybko zdarł się przy wylocie z pancerza i zwyczajnie klinował linkę. Poszła w kanał i długi czas chwaliłem sobie najzwyklejszą bez żadnych udziwnień. Wystarczy przed założeniem zapuścić nową linkę porządnie jakimś gęstym olejem i służy przez lata. Jedźmy dalej. Linka chodzi. Sprawdzamy czy szczęki równo biorą. Jak biorą tylko górą, to nie mamy szans na skuteczne hamowanie. Zbijamy szczęki w dół, jeździmy trochę i sprawdzamy jakość hamowania. Nie pomogło ? Oglądamy rozpieracze szczęk, czy nie są wygniecone na końcach oraz dźwignię, która jest zaczepiona do szczęki. Wygniecenia nawet minimalne np. 0,5mm kwalifikują rozpieracze i/lub dźwignię do wymiany. Rachunek jest prosty. 0,5mm x 2 = 1mm, co już jest sporo jak na ogólny skok szczęk w bębnie. I ostatni punkt wycieczki po hamulcu ręcznym: bębny. Łapiemy za suwmiarkę, średnicówkę, czy inne ustrojstwo, które pozwoli nam zmierzyć średnicę bębna z dokładnością powiedzmy do 0,2-0,5mm. Pomiar porównujemy z maksymalną dopuszczalną średnicą bębna i mamy sprawę jasną. Bębnów nie można toczyć w nieskończoność. Po to mają maksymalny wymiar, żeby go przestrzegać. Szczęki fizycznie nie wyjdą dalej niż producent przewidział i finał.
Po skończonej wycieczce udajemy się na następną do sklepu z częściami zamiennymi, kupujemy nowe elementy, powtarzamy odpowiednie fragmenty pierwszej wycieczki urozmaicając je o wymianę podzespołów.
Po takich wyprawach myjemy ręce, robimy krótki wypad do lodówki/sklepu, wypijamy zimny browar ciesząc się z brzytwy ręcznego.
Perzan-Tour zaprasza !
Pozdro.
-----------------
*** Try not. Do or do not. There is no try. ***