pompe paliwa, ale będąc przezornym na naprawe odłożyłem wię-
cej pieniędzy. I dobrze. Samochód oddałem do serwisu i tam
po zdjęciu baku okazało się że na pompie się nie skończy.
W baku zamiast paliwa była jakaś substancja z wyglądu przypo-
minająca czarne galaretowate błoto i cuchnąca podobnie jak rozpuszczalnik do lakierów. Widziałem na własne oczy. Mechanicy
mówili, że jeszcze długo potem musieli wietrzyć halę.
I co do wymiany: pompa paliwa (dodam że wtryskowa, a taka
troszke kosztuje - moja była potopiona i zapchana, na szczęście w
nieszczęściu dostałem używaną na szrocie), bak, filtr paliwa,
uszczelka pod pompe...
Wszystko zasyfione i potopione tym gównem (czyt. paliwem).
I teraz nasuwa się pytanie: Czy padłem ofiarą chrzczenia paliwa,
czy też nieuczciwości pracowników parkingu policyjnego na któ-
rym stał mój samochód przez dwa miechy i którzy mogli spuścić
benzyne i dolać jakieś gówno żeby zgadzał się stan na wskażniku
przy odbiorze samochodu. Jednym słowem tym którzy są temu
winni życzę wszystkiego najgorszego.
Pozdrawiam i ostrzegam.

