Witam wszystkich. Jechałem ostatnio swoją ładą 1300 na długiej trasie i przez większość czasu wszystko było ok. Po dojechaniu do miasta i delikantym odpuszczeniu nogi z gazu zauważyłem, że samochód nie chce iść. Problem stopniowo narastał i przy pedale gazu wciśniętym do deski silnik przyspieszał (ale nie umiem powiedzieć, czy korzystał z obu gardzieli, czy tylko z jednej), a po przymknięciu przepustnicy samochód zaczynał zwalniać. Na pewno dawało się wyczuć moment pneumatycznego załączania drugiej gardzieli i tylko wtedy silnik chciał zwiększać obroty.
W końcu zjechałem z autostrady w korek i oczywiście silnik zgasł. Zepchnąłem auto na pas awaryjny, zacząłem hechłać rozrusznikiem i po ok. 30 sekundach silnik zaczął się rozkręcać, krztusząc się wystartował i wszystko wróciło do normalnego stanu.
Pomyślałem sobie, że coś musiało zapchać dyszę pierwszego przelotu, ale problem powrócił dwukrotnie w dalszej drodze po ok. godzinie i dwóch jazdy. W obu przypadkach zatrzymanie się, odczekanie kilku minut i długie rozkręcanie silnika rozrusznikiem umożliwiły normalną pracę.
Jestem za granicą i nie mam schematów gaźnika. Czy ma ktoś może jakiś pomysł, gdzie szukać przyczyny?
PS: Do czego jest ten "kranik" pod gaźnikiem skierowany tak, żeby omijać kolektor wylotowy? Kiedy poruszałem ręką przepustnicę na wyłączonym silniku, z kranika ciurkało na ziemię paliwo. Na pracującym silniku wszystko jest suche.
Będę wdzięczny za jakąkolwiek pomoc.


