Cytat:
|
2004-07-21 21:19:41, Tojotka pisze:
a ja ostatnio roweru dotykałam jak w Dawidach na przejeździe kolejowym z jakąś parą starszych ludzi śpięcego na torach rowerzystę z flaszką wina ściągaliśmy
trzymał głowę i jedną nogę na torach, a flaszkę między nogami. Do dziś pewnie nie wie dlaczego jeszcze żyje. Dodam, że przejeżdżały tam dziesiątki samochodów i tylko my się zatrzymaliśmy
|
|
To też swojego rodzaju hardcorowcy

To, że się zatrzymaliście to bardzo dobrze o Was świadczy. Ale niestety różnie to bywa i najpierw zawsze trzeba się dobrze rozejrzeć
Oj Sielan, kiedy ja ostatnio zaglądałem na grupy dyskusyjne. Na pl.rec.rowery chyba nigdy
Średnią też byłem zaskoczony...
Wogóle ciekawie było. Na 90km gdy dojeżdzaliśmy do Myśliborza ja miałem kryzys. Myślałem "jak ja wróce ??!!". Ale spoko, godzinę sobie posiedzieliśmy (twardo ze ściągnietymi butami na centralnym placu), najedliśmy się i przeszło ... Podczas powrotu trzymaliśmy prędkość >27km/h. Później nawet nieco ponad 30. Sam nie mogłem uwierzyć jak to możliwe, zwłaszcza po tym kryzysie. Ale szło, nawet nie myślałem o pedałowaniu... Super.
Do lasu mozemy się wybrać (b. chętnie), ale żeby tak w największe dziury

Na zjazdy na Łysą Górę jeździsz? Dla niewtajemniczonych to zjazd downhillowy, czyli wariaci na mega mocnych rowerach rajcujący się zjeżdzaniem z górki z jak największą prędkością przy okazji zaliczając największą ilość mega-hopek
Taka jazda codziennie do pracy świetna sprawa. Podejrzewam, że kondyche masz dzięki temu duuuużo lepszą niż ja.
A. No właśnie z tym dystansem. "Najgorsze", ze jak dojechaliśmy do domu to zbrakło 30km do 200. Mówię do kumpla - "chrzanie, przejedziemy jeszcze te 30". I tak po 7 h pedałowania minęliśmy sobie nasze domy ... To trzeba miec cos z garem chyba
Pozdrawiam.