MotoNews.pl

Isuzu D-MAX – tak jakby luksusowo…

03 sierpnia 2021

Kategoria | Testy samochodów
Marka, model | ,
Isuzu-D-MAX 55

Isuzu pewnie w większości kojarzy się z dużymi autami dostawczymi i ciężarowymi. Jednak w ofercie był i jest dostępny też pick-up. Isuzu D-MAX jest dostępny od 2002 roku i początkowo był oparty na modelu Chevrolet Colorado. Ostatnia, trzecia generacja jest już jednak w pełni zaprojektowana przez Isuzu. Jakie są wrażenia z jazdy tym pick-upem? Zapraszam na test.

Nowy Isuzu D-MAX

Do tej pory D-MAXy nie przemawiały do mnie specjalnie. Stylistycznie były podobne do ciężarówek. Nowy model jednak został ciekawie narysowany, chociaż na początku wydawało mi się, iż lampy przednie są troszkę za małe. W rzeczywistość jednak, mimo że światła faktycznie nie są za duże to ich kształt dodaje bardziej agresywnego wyglądu.

Masywne linie w mojej opinii najlepiej prezentują się w wersji wyposażenia LSE z czarnymi wykończeniami. Do tego z tyłu znajdziemy przeźroczyste klosze z kwadratowymi lampami. Wygląda to bardzo nowocześnie.

Wnętrze Isuzu D-MAX

Wnętrze nie odstaje wykonaniem od tego, co widać na zewnątrz. Przyzwoita stylistyka i przyjemne materiały sprawiają, że nie ma się wrażenia, iż jest to typowy samochód do pracy. Znajdziemy tu dużą ilość schowków – nawet jeden zamykany zlokalizowany został na szczycie deski rozdzielczej.

Automatyczna klimatyzacja oraz duży wyświetlacz dotykowy z obsługą CarPlay i Android Auto też znalazły tu swoje miejsce. Jednak nie są to elementy, który mnie zaskoczyły. Pierwsze zdziwienie to… odtwarzacz CD/DVD w schowku przed pasażerem. W czasach, kiedy wszystko musi być w formie elektronicznej posłuchać sobie czegoś z płyty jest trochę przyjemniejsze.

Drugie to na tylnej części fotela kierowcy jest haczyk na zakupy. Przeznaczony jest raczej na lekkie torby, ale niemniej jest to bardzo przydatne. Trzecie i chyba coś, co najbardziej utkwiło mi w pamięci to fotele. W wielu samochodach są wygodne fotele, które dobrze trzymają i podpierają, jednak do tej pory nie miałem okazji spotkać się z fotelem, który dodatkowo obejmuje i podpiera barki. Jazda w tym samochodzie jest bardzo, ale to bardzo wygodna i przyjemna.

Na koniec została paka. Jak w każdym pick-upie zmieści się tutaj dużo. Szkoda tylko, że pokrywa jaka była akurat w tym egzemplarzu wymagała użycia dużej siły, żeby nacisnąć przycisk odryglowujący.

Właściwości jezdne

Silnik w Isuzu D-MAX jest dość mały, bo tylko 1,9 litra pojemności, ale oczywiście jest to wersja na rynek europejski. W Australii jest oferowany też silnik o pojemności 3,0l. O dziwo, mimo małego silnika samochód radzi sobie całkiem dobrze. Przyspiesza przyzwoicie, a w środku jest zazwyczaj cicho. Zazwyczaj, gdyż czasem słychać z silnika charakterystyczne grzechotanie, jak w niektórych starszych dieslach.

Spalanie mieści się w 8l w trybie mieszanym, co jest nieco więcej od Navary, która ma silnik 2,3 litra. Ale nadal jest to bardzo dobry wynik.

Trzeba też wspomnieć o właściwościach terenowych tego modelu. Prześwit 24cm, napęd na 4 koła z blokadą tylnego mechanizmu różnicowego sprawia, że samochód poradzi sobie niemal wszędzie.

Producent podaje też informacje, że Isuzu D-MAX może brodzić w wodzie do 80cm. I faktycznie patrząc na konstrukcje i punkt wlotu powietrza jest to możliwe, jednak jest to uwarunkowane zdolnościami kierowcy. Wydaję się, że gdyby kogoś poniosła fantazja to przy tej głębokości woda może jednak dostać się do przewodów powietrza.

Czy warto kupić D-MAXa?

Jako samochód dla robotników – zdecydowanie nie. I wcale nie dlatego, że nie wytrzyma. Po prostu będzie go szkoda. Wyposażenie i wygoda jak na pick-upa są wręcz fenomenalne. Taki samochód dla kierownika i kogoś, kto chciałby zachowując wszystkie właściwości użytkowe podróżować wygodnie. Właśnie dla takich osób jest to auto stworzone.

Zalety:

  • Bardzo wygodnie i dobrze wyprofilowane fotele
  • Dobre właściwości terenowe

Wady:

  • Ciężka do otworzenia zabudowa paki w testowanym modelu
  • Grzechoczący silnik

Dziękujemy Isuzu Automotive Polska za udostępnienie samochodu do testu.

Tekst i zdjęcia: Filip Wykowski - MotoNews.pl