MotoNews.pl

Mercedes-Benz C200 – kawał historii

piątek, 06 lutego 2015

« poprzedni | auto test | następny »
1mercedes c200

Z lekcji historii wiem, że rok 1993 obfitował w ważne wydarzenia. Bill Clinton został zaprzysiężony na 42-go prezydenta Stanów Zjednoczonych, stacja CBS rozpoczęła emisję Strażnika z Teksasu, a w Polsce zakończono produkcję polskiego silnika S-21, który spotkać można było w takich perłach motoryzacji, jak Warszawa, Nysa, Żuk, czy Tarpan. Mercedes zaś zaprezentował pierwszą C-Klasse, o której śmiało można już powiedzieć (teść nie da mi w niedzielę deseru): “kultowa”.

Owa “kultowość” nie polega bynajmniej na czymś niespotykanym. Ba, pierwsze modele C bardzo przypominały zastąpione W190 i poza tym, że nosiły nazwę “Mercedes” nie było w nich raczej nic, co czyniłoby je obiektem westchnień mas. Lubiła je za to rdza, która do dziś konsekwentnie zdobi ich nadkola i błotniki. Klasa C nie była już typowym, odpornym na pokonywanie milionów kilometrów Mercedesem, dodatkowo była ciasna i kiczowata nawet, jak na lata 90-te.

Świat szedł do przodu, pojawiały się piękne samochody, a klasa C po prostu była. Być może właśnie to niewychylanie się z tłumu sprawiało, że z czasem zyskiwała coraz więcej zwolenników. Znakiem końca epoki lat 90-tych była debiutująca w 2000 roku zupełnie nowa odmiana W203, która – myślcie co chcecie – podoba mi się do dziś. A raczej podobała, bo po spotkaniu z W205 (W204 pozwoliłem sobie pominąć), czyli testowaną właśnie nową klasą C moje dotychczasowe kanony piękna uległy zmianie.

Z zewnątrz
Nowy Mercedes klasy C po prostu nie może się nie podobać. Oczywiście znajdą się wierni fani konkurencyjnych marek, którzy świata poza nimi nie widzą, ale przeciętny miłośnik proporcjonalnej estetyki i dyskretnej dynamiki po prostu zakocha się w tym samochodzie. Poprzednie modele nie wyróżniały się niczym specjalnym. Nieważne, czy miałeś pod maską prawdziwego potwora, czy malutki silniczek, nikt nie zwracał na auto uwagi. Czasy się zmieniły i wszystko zostało odwrócone. Teraz nieważne, czy jedziesz najsłabszą 136-konną odmianą, czy najmocniejszą, kryjącą pod maską imponujące 510 koni, auto wzbudza respekt i już na starcie zniechęca większość amatorów wyścigów spod świateł. Styliści w końcu dostali zielone światło i dzięki temu nowa C klasa wreszcie wygląda ciekawie, elegancko i dynamicznie.

Owszem, auta Mercedesa zostały zunifikowane i na pierwszy rzut oka ciężko jest odróżnić klasę C od E, a E z kolei od S, chociaż gdyby postawić je wszystkie obok siebie problem z rozróżnieniem szybko znika. Nie uważam żeby tworzenie podobnych stylistycznie aut było grzechem, tym bardziej, że decyduje się na to coraz więcej producentów. Nowa C klasa zwłaszcza z pakietem AMG to mnóstwo energii, elegancji i zero kompromisów.

Z boku typowa, “sedanowata” bryła z wyraźnie wystającym bagażnikiem, niby nic ciekawego, ale dzięki dodaniu kilku przetłoczeń i wyciągnięciu reflektorów auto nawet stojąc sprawia wrażenie, jakby było w ruchu.

Tył samochodu również bez niespodzianek, ale oryginalny kształt reflektorów i mocno zarysowane wydechy sprawiają, że zbliżając się do C200 zastanowisz się dwa razy, czy naprawdę warto go wyprzedzać. Rzućmy jeszcze okiem na przód auta. Długa maska, mocno osadzone reflektory, a przede wszystkim oryginalny grill z wielkim logo marki, znamionują wielką pewność siebie i drzemiącą pod nimi moc.

Wnętrze
O wnętrzu nowej C klasy można powiedzieć tylko tyle – trzeba to lubić. Owszem całość jest bardzo komfortowa, dobrze wykończona i pełna wysokiej jakości materiałów, ale stylistyka to już kwestia gustu.

Mam tutaj głównie na myśli wielki, umieszczony centralnie i do niczego nie pasujący ekran LCD, który wygląda jak zwykły tablet. OK, w Citroenie C4 Cactus coś takiego nie dziwi, ale tutaj? Skoro już ktoś uparł się na duży ekran dotykowy, to można by pokusić się o taki, jak w samochodach Tesla Model S.

Jak już wybrzydzam, to warto jeszcze wspomnieć o uwielbianym ostatnio przez wszystkich producentów lakierze fortepianowym. Owszem wygląda pięknie, ale tylko jeśli niczego nie dotykasz. Jak na żadnym innym materiale widać na nim: odciski palców, kurz i każdą najdrobniejszą rysę. O ile w Fiacie Panda machniesz na to ręką, to w aucie za kilkadziesiąt (a może nawet kilkaset, bo lista dodatków jest długa) średnich krajowych, każdy ślad będziesz traktować jak plamę na krawacie – trochę nie wypada.

Na uwagę zasługuje rozsądne ograniczenie liczby przycisków. Rozsądne, ponieważ zostawiono te najważniejsze, do których dla wygody i przede wszystkim bezpieczeństwa podczas jazdy dostęp powinien być jak najprostszy.
Do sterowania bardziej zaawansowanymi funkcjami służy coś na wzór myszki komputerowej. Obsługa jest bardzo prosta i nie wymaga wielogodzinnego studiowania instrukcji. Użyte materiały oraz jakość ich spasowania nie pozostawiają powodów do narzekań. Podobnie oferowana przestrzeń. Wcześniejsze modele były zwyczajnie ciasne, tutaj jest już znacznie lepiej. Najwygodniej oczywiście podróżuje się z przodu, jednak z tyłu również nikt nie powinien narzekać na brak miejsca. No może poza pasażerem siedzącym na środku, bo dłuższą trasę z pewnością utrudni wysoko i daleko poprowadzony tunel. Przestronność wnętrza nie odbiła się niekorzystnie na pojemności bagażnika, która w przypadku C200 wynosi standardowe w tej klasie 480 litrów.

Właściwości jezdne
Testowany samochód wyposażono w dwulitrowy benzynowy silnik turbo, generujący moc wynoszącą 184 KM. Na pochwałę zasługuje duży moment obrotowy 300 Nm dostępny w bardzo szerokim przedziale obrotów – od 1200-4000 obr./min. Maksymalna prędkość wynosi 237 km/h, zaś pierwszą setkę zobaczymy na liczniku po niecałych 8 sekundach (dokładnie 7,3 sek.).

Za sprawne rozdzielanie mocy odpowiada automatyczna skrzynia 7G-TRONIC PLUS, która spisuje się naprawdę nieźle. Podczas zwykłej codziennej jazdy zmiana biegów odbywa się wręcz niezauważalnie. Dopiero, kiedy szybko zbliżymy podeszwę buta do podłogi, może nieco szarpnąć.

W porównaniu do poprzednich modeli, których właściwości jezdne pozostawiały wiele do życzenia i sprawiały, że na krętych drogach można było zazdrościć kierowcom Focusów, dokonał się chyba największy postęp. Auto rewelacyjnie spisuje się w każdych warunkach. Wspomaganie jest wręcz idealne, dostosowując swoją siłę do prędkości z jaką się poruszamy, sprawiając, że zawsze wiemy, co dzieje się z samochodem. Zawieszenie skutecznie tłumi nierówności, choć na dziurawych drogach czuć, że należy raczej do tych twardych. Za to w szybko pokonywanych zakrętach daje pewność, o której do tej pory można było pomarzyć. C200 wyposażono w magiczny przycisk opatrzony napisem AGILITY, który zmieniając ustawienia silnika i układu kierowniczego odpowiada za zwinność pojazdu w zależności od tego, jak bardzo nam się spieszy. Dodać trzeba, że zarówno w trybie COMFORT, jak i SPORT kierowca nadal w pełni kontroluje samochód, tyle tylko, że w tym drugim uśmiech na twarzy jest znacznie większy.

Okiem przedsiębiorcy

Cena C200 z benzynowym silnikiem o mocy 184 KM, automatyczną skrzynią i podstawowym pakietem wyposażenia wynosi 150 296 zł. I choć za te pieniądze dostajemy w standardzie naprawdę wiele, to lista opcji ciagnie się wręcz w nieskończoność. Wiedzieliście, że C200 można wyposażyć w pakiet AIR-BALANCE, który pozwala na zmianę zapachu wewnątrz auta? Do wyboru są aż cztery „szlachetne zapachy”, dodatkowo, by podróż stała się jeszcze przyjemniejsza, powietrze można jonizować.

Lista dodatków, bez których przeciętny obywatel mógłby się obejść jest naprawdę długa. Same pakiety stylistyczne (w tym AMG z przełącznikiem AGILITY) kosztują tyle, co niewielki hatchback. Warto natomiast – choć taniej będzie po prostu uważać – wyłożyć kilkanaście tysięcy na pakiet wspomagający bezpieczeństwo jazdy, który ostrzega o obecności innego pojazdu w martwym punkcie, utrzymuje prawidłowy pas ruchu, pomaga podczas hamowania, czy nawet rozpoznaje ruch na skrzyżowaniu.

Tak więc, choć cena wyjściowa nie zwala z nóg, to jednak w ciągu kilku minut może znacznie przekroczyć 200 tys. zł.

Podsumowanie
Nowy Mercedes C200 to naprawdę udany powrót. Auto z przeciętnymi poprzednikami ma już niewiele wspólnego. Poprawiono w nim niemal wszystko. Nie dość, że w końcu wygląda naprawdę dobrze, to jeszcze może pochwalić się znakomitymi właściwościami jezdnymi.

autor: Autor: Karol Hatylak, źródło: auto-strefa.pl

Auto-Strefa

Dodaj komentarz